Wprowadzenie
Miejsce, gdzie można po prostu zostać usłyszanym
Są takie chwile, kiedy nie potrzebujemy rady. Nie potrzebujemy, żeby ktoś nas naprawił, pocieszył na siłę albo wyjaśnił nam nas samych. Potrzebujemy czegoś znacznie prostszego i znacznie rzadszego — żeby ktoś przy nas był. Żeby słuchał tak uważnie, że w końcu sami zaczynamy słyszeć, co się w nas dzieje.
Otwieramy w Instytucie Obecności taką właśnie przestrzeń. Cotygodniowe spotkania, na które można przyjść z tym, co się akurat w sobie nosi — z niejasnym, z mętnym, z niegotowym. Bez tematu, bez przygotowania, bez progu. Wystarczy gotowość, żeby usiąść obok drugiego człowieka i przez chwilę być dla siebie nawzajem obecni.
To nie jest terapia. To nie jest warsztat. To partnerstwo focusingowe — i jest naszą odpowiedzią na coś, co Eugene Gendlin i jego przyjaciele tworzyli pół wieku temu po drugiej stronie oceanu.
Skąd to przychodzi
Changes — wspólnota, z której wyrósł Focusing
Na przełomie lat 60. i 70., w czasie społecznego wstrząsu, wokół Gendlina zebrała się w Stanach grupa ludzi, którzy nazwali się Changes. Nie była to instytucja ani szkoła. Była to wspólnota — miejsce, w którym można było być razem inaczej, niż pozwalał na to podzielony, gniewny świat na zewnątrz.
Sami opisywali ją jako grono ludzi, z którymi można nieść swoje życie dalej — robić te kroki, które są właśnie teraz następne. Nie dzielili trudności na „poważne” i „błahe”, na „psychologiczne” i „życiowe”. Bać się, że się zwariuje, i nie móc się zebrać, żeby przenieść swoje rzeczy do nowego mieszkania — jedno i drugie było po prostu o tym, żeby próbować żyć. I jedno, i drugie zasługiwało na obecność drugiego człowieka.
Wspólnota to miejsce, w którym możesz być w kontakcie ze wszystkimi częściami siebie — także z tym wewnętrznym, co nie jest jeszcze jasne, co nie wygląda dobrze albo wydaje się, że nic tam nie ma.
W Changes nie trzeba było najpierw uporządkować siebie, żeby zasłużyć na wysłuchanie. Można było przyjść z tym, co właśnie jest. Wspólnota tolerowała — to było ich słowo — „bycie nie do końca”. Pozwalała starym sposobom odchodzić powoli. To stamtąd, z tej cierpliwej, życzliwej przestrzeni, wyrósł cały Focusing.
Równość
Nikt tu nie jest ekspertem od cudzego życia
W Changes nie było podziału na tych, którzy przychodzą po pomoc, i tych, którzy pomagają. Prędzej czy później każdy robił jedno i drugie. Tę samą zasadę nosi w sobie nasza przestrzeń: czas dzielimy dokładnie po połowie. Najpierw jedna osoba mówi i czuje, a druga słucha. Potem zamieniamy się miejscami.
Ta równość nie jest tylko sprawiedliwym podziałem minut. Jest czymś głębszym. Znika układ „ten, który wie” i „ten, który potrzebuje”. Zostaje dwoje ludzi, którzy po kolei robią dla siebie to samo — pilnują przestrzeni, w której coś może się wydarzyć. Dajesz drugiemu swoją obecność, a za chwilę dostajesz jego. To proste i to leczy samo z siebie.
Słuchanie
Słuchanie, które nie dokłada nic swojego
Gendlin nazwał to, czego uczyli się w Changes, „absolutnym słuchaniem”. Brzmi mocno, a w istocie chodzi o coś bardzo prostego i bardzo trudnego: nie dokładać nic od siebie.
Słuchający odzwierciedla to, co usłyszał — krok po kroku, dokładnie tak, jak druga osoba to ma w danej chwili. Nie ocenia, czy to dobre, czy złe. Nie próbuje naprawić, zmienić, ulepszyć. Nie wnosi własnych pomysłów ani historii. Co jakiś czas mówi jedno czy dwa zdania, które trafiają w sedno tego, co usłyszał — nie po to, żeby się popisać trafnością, ale żeby mówiący poczuł, że został przyjęty. I mógł sprawdzić w sobie: tak, dokładnie o to chodziło. Albo: nie, to bardziej tak…
I tu jest cały sekret. Poznajemy, że słuchanie się udało, nie po tym, że słowa były celne — ale po tym, że druga osoba weszła głębiej w swoją sprawę. Słuchający mógł nawet powiedzieć coś niezupełnie trafnego, a jeśli to poprowadziło mówiącego o krok dalej, w stronę tego, jak coś naprawdę się czuje — to znaczy, że zadziałało.
„Nie, to nie tak, to bardziej jak… yyy…” — i wtedy człowiek wczuwa się głębiej, żeby sprawdzić, jak to właściwie jest. To znaczy, że słuchałeś dobrze.
Słuchanie w tym sensie nie jest celowaniem w prawdę. Jest robieniem miejsca, żeby prawda mogła się ruszyć.
Felt sense
Krok, który chce przyjść od środka
Po stronie mówiącego dzieje się proces, który Gendlin badał przez całe życie. Gdy mamy obok siebie taką nieobciążającą obecność, możemy przejść poza pierwsze, szybkie myśli — w wolniejsze, jeszcze niejasne miejsce w ciele. To, co Gendlin nazwał felt sense: cielesne wyczucie całej sytuacji, zanim jeszcze potrafimy ją zrozumieć i nazwać.
Jeśli pozwolimy temu wyczuciu pobyć — nie naciskając, nie tłumacząc go sobie od razu — czasem coś drgnie. Przychodzi krok. Małe przesunięcie, które „siada w ciele” jako prawdziwe. Nie pomysł narzucony z zewnątrz, ale coś, co wyrosło od środka. Tego nie da się wymusić. Można temu tylko zrobić miejsce. I właśnie to miejsce daje partner — swoją uwagą, swoim niewchodzeniem, swoim byciem obok.
Dlaczego we dwoje
Coś zmienia się, gdy ktoś jest obok
Focusing można robić samemu — i wielu ludzi tak robi. A jednak coś się zmienia, gdy obok jest drugi człowiek. Sama obecność słuchającego sprawia, że łatwiej zostać przy tym, co trudne, zamiast uciec w myślenie. Trudniej oszukać samego siebie. I — może najważniejsze — łatwiej być dla siebie życzliwym, bo czyjaś życzliwość jest tuż obok i można ją w sobie odnaleźć przez odbicie.
W Changes opisywali takie chwile, gdy między mówiącym a słuchającym pojawiają się jednocześnie łzy, a granica między dwojgiem ludzi na moment się rozpuszcza. Nie zawsze tak jest i nie o to chodzi, żeby tego szukać. Ale przestrzeń, którą otwieramy, trzyma otwartą możliwość takiego spotkania — tydzień po tygodniu.
Dla kogo
Nie trzeba mieć niczego gotowego
Może najważniejsze, co dziedziczymy po Changes, to brak progu. Nie trzeba być doświadczonym w Focusingu. Nie trzeba znać żadnej teorii. Nie trzeba wiedzieć, co się chce powiedzieć. Nie trzeba nawet mieć „tematu”. Czasem najwięcej dzieje się wtedy, gdy siadamy z czymś zupełnie niejasnym i dopiero w obecności drugiego człowieka zaczyna się to klarować.
Ta przestrzeń jest dla Ciebie, jeśli chcesz po prostu poczuć się usłyszany. Jeśli masz dość bycia poprawianym i doradzanym. Jeśli tęsknisz za miejscem, gdzie można przyjść takim, jakim się jest — z mętnym, niegotowym, żywym — i być przy tym przyjętym.
Zakończenie
Przestrzeń, która się staje
Nie traktujemy tej przestrzeni jako gotowego produktu. Tak jak całą naszą pracę, rozumiemy ją jako coś, co dopiero się staje — żywą odpowiedź na to, co Gendlin i jego przyjaciele odkryli, gdy zaczęli po prostu siadać obok siebie i słuchać. Wracamy do tego źródła nie po to, żeby je odtworzyć, ale żeby pozwolić mu dalej żyć. Tutaj. W środy wieczorem. W Borowiczkach.
Jeśli nosisz w sobie coś, co chce zostać usłyszane — przyjdź. Reszta zacznie się dziać sama.
Bibliografia i źródła
- Glaser, K. & Gendlin, E. T. (1973). Changes. Communities, no. 2, 30–36. [Focusing Institute — pełny tekst]
- Gendlin, E. T. (1987). Focusing Partnerships. The Focusing Folio, 6(2), 58–78. [Focusing Institute — pełny tekst]
- Gendlin, E. T. (1978). Focusing. New York: Bantam Books. [Focusing Institute]
- Gendlin, E. T. (1997). A Process Model. New York: The Focusing Institute. (Wyd. Northwestern University Press, 2018). [Northwestern University Press]


